Obserwując działania rządu i Ministerstwa Edukacji Narodowej mam wrażenie, że są one podejmowane chaotycznie i nie przez fachowców. Gdyby władze centralne konsultowały je z samorządami, to udałoby się uniknąć wielu nieporozumień, czy błędów – mówi Iwona Waszkiewicz, Wiceprezydent Bydgoszczy i Przewodnicząca Komisji Unii Metropolii Polskich ds. Edukacji.

Jak ocenia Pani działania rządu dotyczące funkcjonowania szkół, przedszkoli, czy w ogóle oświaty w czasie epidemii koronawirusa?

Iwona Waszkiewicz: Przede wszystkim panuje duży chaos, również informacyjny. Mam też zastrzeżenia co do sposobu komunikowania nam poszczególnych decyzji. Konferencje prasowe premiera, czy ministrów nie są chyba najlepszą metodą ogłaszania decyzji np. o otwarciu przedszkoli, czy szkół. Trzeba też zaznaczyć, że decyzje w tych sprawach są podejmowane bez konsultacji z samorządami i z wyjątkowo krótkimi terminami ich wejścia w życie. Jednocześnie niezbędne do ich realizacji akty prawne – rozporządzenia – pojawiają się z opóźnieniem. Samorządy i dyrektorzy szkół mają w efekcie duży problem z ich wdrożeniem.

Poza rozporządzeniami mamy też wydawane przez m.in. Głównego Inspektora Sanitarnego wytyczne, które nie są aktami powszechnie obowiązującego prawa.

Tak. To są dokumenty publikowane na stronach internetowych, czy rozsyłane do urzędów miast i placówek oświatowych. To nie są akty prawa, na co zwracają uwagę nasi radcowie prawni. A przecież wynika z nich konieczność podejmowania określonych działań przez samorządy czy placówki oświatowe. To jest sytuacja bardzo niepokojąca. Za jakiś czas nasze działania będą oceniane i kontrolowane. Wówczas już nikt nie będzie pamiętać o epidemii koronawirusa. A działania władz lokalnych, czy dyrektorów przedszkoli dotyczące np. przyjęcia lub nie dziecka do przedszkola nie będą badane przez pryzmat tego, że to rząd nie wydał stosownych aktów prawnych regulujących postępowanie w tym zakresie.

A jak Pani ocenia jakość tych koronawirusowych wytycznych?

Czasami mam wrażenie, że są one pisane przez osoby, które albo nigdy nie pracowały z dziećmi, które nie mają żadnego doświadczenia w funkcjonowaniu szkół, żłobków, czy przedszkoli. Jak można bowiem wymagać zachowanie „dystansu społecznego” od trzy-, czy czterolatka? Jak takiemu dziecku wytłumaczyć zasady mycia rąk, czy to, że nie wolno dotykać rękoma buzi? Może wystarczyło w tej sprawie skonsultować się z wydziałami oświatowymi miast i gmin, aby nie tworzyć dokumentów, zawierających tego typu niedorzeczności.

Duże zastrzeżenia budzi także organizacja nauki zdalnej

Tutaj mamy do czynienia z kilkoma problemami. Przede wszystkim pokutuje brak wsłuchania się w głosy samorządów, które wielokrotnie apelowały o opracowanie platform edukacyjnych wspierających proces nauczania. Samorządy też apelowały o doposażenie szkół w niezbędny sprzęt – komputery. Tymczasem, gdy wybuchła epidemia i szkoły zostały zamknięte, resort edukacji ograniczył się do wydania rozporządzenia, w którym całą odpowiedzialność za organizację nauki zdalnej zepchnął na samorządy i dyrektorów szkół.

Trzeba także powiedzieć, że nie otrzymaliśmy też odpowiedniego wsparcia finansowego na zakup komputerów dla uczniów, którzy ich w domach nie mają. W przypadku Bydgoszczy za otrzymane od rządu środki mogliśmy kupić w sumie 88 komputerów, a potrzebujących mamy sześć razy tyle.

Brak tego wsparcia obserwowaliśmy także przy otwieraniu przedszkoli i szkół. Od wojewodów samorządy otrzymały wyłącznie płyn do dezynfekcji. Maseczki, fartuchy, przyłbice, rękawiczki, czy termometry – to wszystko musieliśmy już kupować za środki własne miasta.

Jeżeli już dotknęliśmy tematu finansowego. Jak wygląda sytuacja z zapowiedzianą na wrzesień podwyżką nauczycielskich wynagrodzeń. Resort oświaty utrzymuje, że pieniądze na ten cel samorządy otrzymały w subwencji oświatowej, ewentualnie, że podwyżkę tą można sfinansować z oszczędności spowodowanych zmniejszeniem się liczby nauczycielskich etatów.

Samorządy otrzymały właśnie subwencję oświatową, już tą realną na 2020 r. W przypadku Bydgoszczy jest ona dokładnie w tej samej wysokości, co subwencja wyliczona bez podwyżek dla nauczycieli. I to jest właśnie kuriozalne, że najpierw obniżono samorządom subwencję o kwotę równą podwyżkom, potem tą kwotę „dołożono” i ogłoszono, że samorządy pieniądze na podwyżki dla nauczycieli otrzymały. W przypadku Bydgoszczy chodzi o 7 – 8 mln zł, które będziemy musieli wyłożyć ze środków własnych. Podobnie jest zapewne w innych miastach i gminach, ponieważ obniżony został standard „A” subwencji oświatowej.

Jeżeli zaś chodzi o spadek liczby etatów nauczycielskich, to w Bydgoszczy tego nie widać. Nie zmniejsza się liczba uczniów, więc i liczba nauczycieli też się nie zmniejszyła. Być może są takie samorządy, w których liczba nauczycielskich etatów faktycznie zmalała, ale nie są to ani duże miasta, ani otaczające je gminy.

Mamy otwarte szkoły, dzieci mogą przyjść. Zainteresowanie jest jednak niewielkie. Przykładowo w Warszawie do szkół poszło jak na razie 5% dzieci z klas 1-3. Jak organizować pracę szkoły, nauczycieli i naukę w takiej sytuacji?

Moje największe zastrzeżenia budzi tutaj sposób wprowadzenia tzw. konsultacji dla uczniów starszych klas. To szkoła powinna decydować, czy takie konsultacje organizuje, czy też nie. Jeżeli jest decyzja, że będą organizowane – to z zachowaniem odpowiedniego reżimu – obligatoryjnie dla wszystkich. Obecnie o tym czy w konsultacjach uczestniczyć, czy nie decyduje rodzić i uczeń. W efekcie może się okazać, że uczestniczą w nich pojedynczy uczniowie.

W ogóle zastanawiam się na podstawie jakich ekspertyz i opinii podjęta została decyzja, że jako pierwsi do szkół powrócić mają uczniowie najmłodszych klas? Obawiam się, że za taką decyzją stoją nie względy zdrowotne, a finansowe, np. konieczność finansowania zasiłków dla niepracujących, bo opiekujących się dziećmi rodziców. W innych krajach do edukacji stacjonarnej wracały – jako pierwsze – dzieci najstarsze. Takie rozwiązanie pozwoliłoby też przygotować uczniów do egzaminów.

Jak wyglądają przygotowania do egzaminów ósmoklasistów i maturalnych, czy tutaj będą jakieś szczególne środki stosowane?

Na szczęście uczniowie nie będą pisać egzaminów w maseczkach. To by mogło wpłynąć na wynik ich egzaminu. Szkoły muszą też egzaminy inaczej zorganizować. Często nie będą się one odbywały w klasach, chociażby dlatego, że nie ma takiej ilości egzaminatorów czy sal. Egzaminy będą więc często „pisane” w salach gimnastycznych, aulach i holach. Dyrektorzy szkół opracowują także procedury przeprowadzania egzaminów – aby były one bezpieczne i dla nauczycieli i dla uczniów, a samorządy zaopatrują placówki w niezbędne środki bezpieczeństwa (np. maseczki).

Z pewnością egzaminy te będą większym stresem dla uczniów, którzy nie mieli możliwości korzystać w dostatecznym stopniu ze wsparcia szkoły w przygotowaniach. Oczywiście są uczniowie, którzy mają duży stopień samodyscypliny, ale jednak duża ich część potrzebuje dodatkowego dopingu, dodatkowej mobilizacji do nauki.

No właśnie, jak układa się współpraca samorządów ze służbami sanitarnymi. Wiadomo z różnych źródeł, że z tym też bywa różnie…

Początkowo w Bydgoszczy były pewne problemy ze współpracą. My chcieliśmy, aby sanepid przeprowadzał kontrole w przygotowywanych do otwarcia placówkach. Sanepid tego nie chciał robić. Nie chciał też wypowiadać się na temat, czy sytuacja epidemiczna na danym osiedlu pozwala otworzyć szkołę. Ostatecznie sanepid opiniuje procedury postępowania przesłane przez dyrektorów szkół i placówek i czyni to w bardzo krótkim czasie. Dopóki żłobek, przedszkole, czy szkoła takiej pozytywnej opinii nie ma, dopóty placówki nie otwieramy.

Czy szykują się duże zmiany w funkcjonowaniu żłobków i przedszkoli w czasie wakacji?

Rozważamy skrócenie przerwy w działalności tych placówek z miesiąca do dwóch tygodni. Oczywiście decyzja w tej sprawie będzie zależeć od tego, ilu rodziców zdecyduje się w okresie wakacyjnym posłać dzieci do przedszkoli.

Czy od września uda się powrócić do normalnego funkcjonowania szkół ?

Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi. Dużo zależy od sytuacji epidemicznej w kraju. Czy będziemy mieli drugą falę zachorowań? Jaka będzie ich skala? Jak na razie minister zdrowia straszy, że takiej drugiej fali epidemii możemy się na jesieni spodziewać. Pewne jest natomiast, że ponowne wyłączenie szkół miałoby bardzo negatywny wpływ zarówno na uczniów i ich rodziców, jak i na całą gospodarkę.

Trwający stan epidemii zaowocował niesamowitym rozwojem komunikacji elektronicznej. Czy uważa Pani, że te rozwiązania zostaną z nami na dłużej?

To prawda. Wszyscy zostaliśmy zmuszeni do przejścia intensywnego kursu znajomości i umiejętności posługiwania się technologiami informacyjno – komunikacyjnymi. Myślę, że wiele z tych rozwiązań i narzędzi z nami pozostanie, będzie nadal wykorzystywanych.

– rozmawiał Michał Cyrankiewicz-Gortyński