Subwencja oświatowa to jest taki wielki gar, do którego wrzuca się wszystko: liczbę uczniów, liczbę nauczycieli, utrzymanie infrastruktury. A minister edukacji z tego gara czerpie i w zależności od tego, jaką chochlą, to mówi „samorządy dostały pieniądze na …”. I w ten właśnie sposób usłyszeliśmy, że samorządy dostały pieniądze na tegoroczne 6% podwyżki dla nauczycieli, które mamy wypłacać od 1 września – mówi Renata Kaznowska, Zastępca Prezydenta m.st. Warszawy ds. edukacji, polityki lokalowej, sportu i rekreacji, ochrony konserwatorskiej zabytków.

 

 Jak Pani ocenia obecną sytuację polskiej oświaty?

Obecnie jest to największy problemem samorządów, a to dlatego, że odbywa się jej ekonomiczny demontaż. Ta sytuacja, niestety odbija się na uczniach.

Dzięki ogromnemu wysiłkowi samorządów udało się doprowadzić do sytuacji, w której chwalimy się osiągnięciami polskiej młodzieży w międzynarodowych rankingach, takich jak np. PISA [ang. Programme for International Student Assessment]. Jednak jeżeli rząd nie zmieni sposobu finansowania polskiej edukacji, to te sukcesy się skończą.

 Czyli problem tkwi w subwencji oświatowej?

Między innymi w sposobie jej naliczania. Przykładowo naliczając subwencję oświatową na rok bieżący rząd po raz pierwszy zastosował nową wagę, która spowodowała, że pieniądze z dużych miast zostały przekierowane do tych o mniejszych dochodach. Tymczasem miasta Unii Metropolii Polskich są centrami edukacyjnymi dla swoich regionów, a Warszawa też dla całej Polski. Tu nie chodzi o to, że upominamy się o pieniądze, ale o to, że nie chcemy być poszkodowani z tego powodu, że tymi centrami edukacyjnymi jesteśmy.

Ministerstwo Edukacji Narodowej twierdzi jednak, że subwencja oświatowa rośnie.

Niestety o wiele bardziej rosną koszty. Przykładowo subwencja oświatowa dla Warszawy wzrosła – w stosunku do ubiegłego roku – o 214 mln zł, ale nasze wydatki na oświatę urosły w tym samym czasie o 400 mln zł i nie jest to wynik działań Warszawy, ale władz centralnych, na które składają się m.in. ubiegłoroczne podwyżki dla nauczycieli, które przechodzą na ten rok, to jest 100 mln zł. Wyższe wypłaty dodatkowego wynagrodzenia rocznego, czyli tzw. 13 pensji to kolejne 24 mln zł, zakładowy fundusz świadczeń socjalnych – 8 mln zł, wyższe wydatki na zakup energii elektrycznej to jest skutek 33 mln zł, wyższe wydatki z płacą minimalną – 30 mln zł; wyższe wydatki związane z funkcjonowaniem placówek niepublicznych – 60 mln zł. Do tego jeszcze w tym roku przybędzie nam 12 tys. nowych uczniów, a to oznacza, że tylko z tego tytułu powinniśmy otrzymać subwencję wyższą o 120 mln zł.

Od 1 września 2020 r. samorządy będą wypłacać nauczycielom kolejną podwyżkę i minister edukacji twierdzi, że pieniądze na nią w subwencji są.

Nie dostaliśmy na tą podwyżkę ani złotówki. Obecnie subwencja oświatowa to jest taki wielki gar, do którego wrzuca się wszystko: liczbę uczniów, liczbę nauczycieli, utrzymanie infrastruktury. A minister edukacji z tego gara czerpie i w zależności od tego, jaką chochlą, to mówi „samorządy dostały pieniądze na …”. I w ten właśnie sposób usłyszeliśmy, że samorządy dostały pieniądze na tegoroczne 6% podwyżki dla nauczycieli, które mamy wypłacać od 1 września.

Minister edukacji narodowej twierdzi jednak, że pieniędzy wystarczy, bo są nauczycielskie wakaty.

To oczywiście prawda. W całej Polsce jest ich kilkanaście tysięcy. Ale z tego powodu, że one są, to dzieci zostały w domach? Nie, te dzieci się uczą, a uczą je nauczyciele pracując w ramach nadgodzin, na 1,5 etatu, niektórzy nawet na 2 etaty. Trzeba im płacić i dlatego w samorządy nie mają poukrywanych po szufladach pieniędzy z tych wakatów. Dlatego prosiłabym, aby rząd mówił prawdziwymi danymi. Jeżeli rząd pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli niema, to niech nie mówi, że leżą one w samorządach. Niech traktuje nas po prostu i zwyczajnie uczciwie, zwłaszcza dlatego, że są już takie samorządy, które nie są w stanie wydatków na oświatę udźwignąć, które przez niedoszacowanie subwencji oświatowej znajdują się na skraju bankructwa. Dlatego apelujemy do rządu i resortu edukacji: usiądźmy przy stole i raz na zawsze określmy kto za co odpowiada i kto za co płaci. Nie da się w nieskończoność przerzucać odpowiedzialności na samorządy. Dlatego domagamy się standardów edukacyjnych.

– rozmawiał Michał Cyrankiewicz-Gortyński