31 sierpnia, mija dokładnie 40 lat od podpisania porozumienia gdańskiego. Jest to też ostatni dzień Święta Wolności i Demokracji, które Miasto Gdańsk i Europejskie Centrum Solidarności przygotowały dla uświetnienia jubileuszu. Dzisiejszym obchodom przyświeca hasło “Solidarność na nowe czasy”. Jako pierwszy o wydarzeniach sprzed lat i wyzwaniach na przyszłość mówił Lech Wałęsa, legendarny przywódca Solidarności.

Forum Obywatelskie ECS w ostatnim dniu uroczystości rocznicy 40-lecia Sierpnia podzielono na trzy części. Głównym motywem spotkań w poniedziałek, 31 sierpnia, jest hasło “Solidarność na nowe czasy”. Przed rozmowami i debatą, słowa wprowadzenia przedstawił Lech Wałęsa – pierwszy demokratycznie wybrany prezydent III RP, legendarny przewodniczący Solidarności, laureat Pokojowej Nagrody Nobla.

Oto zapis słów Lecha Wałęsy, które padły ze sceny audytorium Europejskiego Centrum Solidarności:

– Zastanawiałem się, co tu dobrego powiedzieć, żeby to było budujące, czytelne i zrozumiałe. Tak dużo czyniłem, w tak wielu rzeczach uczestniczyłem, że naprawdę trudno wybrać, co byłoby dobre na nasze spotkanie. (…) Zacznę tak: ja nawet dziś zastanawiam się, jak to było możliwe, że nam się to naprawdę udało. To jest największe zwycięstwo w dziejach Polski, dlatego że nie tylko pokonaliśmy nieprzyjaciół, ale my ich jeszcze przekonaliśmy, aby zostali przyjaciółmi naszymi. To się nie zdarzyło nigdy w historii.

Nie tylko wyciągnęliśmy Polskę z tego układu, ale wszystkie inne narody za naszym przykładem poszły i odbudowały wolność. To nieprawdopodobne. Coś w tym było, nie jestem nawiedzony, ale odczuwam do dziś, że naprawdę jakiś palec Boży w tym był.

(…) Na trzy dni przed początkiem strajku publicznie przekazano na podsłuchach (…), że ja mam przewodzić temu strajkowi. A przecież w tamtym czasie byłem najbardziej inwigilowany, pilnowany, przy drzwiach prawie stali u mnie, więc nie miałem najmniejszej szansy zameldować się na strajk o wyznaczonej godzinie.

W tamtym czasie nasza bezpieka miała takie zalecenie (…): jeśli coś robią nietypowego, to muszą być zatrzymani na 48 godzin. Ja podświadomie spóźniam się o parę godzin na to zaczęcie strajku. Patrzcie państwo, co się stało, otóż ta “załoga”, która mnie pilnowała, mogła podejmować decyzję o zatrzymaniu tylko wtedy, kiedy nie było dowódców, kiedy komenda jeszcze nie pracowała. A kiedy komenda zaczyna pracować, nie wolno im zamknąć nikogo, w tym Wałęsy, trzeba zadzwonić do szefów swoich i zapytać. To moje spóźnienie spowodowało, że zadzwoniono i zapytano się. A nasi tutaj “wojewódzcy (dowódcy SB – red.), bali się podjąć decyzję o zatrzymaniu pamiętając rok 70. Zaczęli dzwonić do Warszawy i tam uzgadniać, czy zamknąć Wałęsę, czy nie.

 

Lech Wałęsa w Europejskim Centrum Solidarności, 31 sierpnia 2020 r.

Lech Wałęsa w Europejskim Centrum Solidarności, 31 sierpnia 2020 r.
fot. Dawid Linkowski/archiwum ECS

 

Ja wykorzystałem tę dyskusję i tym sposobem dostałem się na stocznie. Gdy byłem już na płocie, była decyzja “zamknąć” (Wałęsę – red.), ale było za późno.

Druga okoliczność – mieliśmy tak niezręcznie opracowane te pierwsze postulaty, że po dwóch dniach strajku wszystkie zostały załatwione, a komitet który prowadził ten strajk (ja byłem na czele), przegłosował zakończenie strajku. Musiałem wykonać, gdybym nie wykonał (…), to byłoby zaproszenie ZOMO, żeby nas “na pałach wynieśli”. “Bo jak to? Wszystko zostało załatwione, a oni dalej strajkują”. A więc ogłoszenie (końca strajku – red.) było wybawieniem i zabraniem argumentów na siłowe rozwiązanie.

Trzecia rzecz, w tym komitecie byli ludzie przypadkowi – agenci – gdyby to się nie stało, to by podjęto decyzję w innym momencie naszej walki i zniszczono ją. A tak: wszyscy niepewni, słabi ludzie, uciekli szybko do domu, a ja mogłem uzupełnić o swoich ludzi komitet i walczyć solidarnie dalej.

Bez tego faktu, bez tak ustawionych spraw, nie byłaby możliwa walka i zwycięstwo.

(…) W tym samym czasie, gdy zaczęliśmy walkę, w Sopocie był (…) zjazd prasy światowej, w tym polskiej. Nikt nie interesował się naszym strajkiem i nie chciał przyjść. Polacy, to można by zrozumieć, bo im nie pozwolono, bo była cenzura (…), ale zachodni (dziennikarze – red.) też nie przychodzili. Trzeba było wysłać do nich ludzi, zachęcić i uprosić, żeby przyszli. A dlaczego zachodni dziennikarze nie byli zainteresowani?

Bo na Zachodzie bardzo nie lubią strajków i nie podobał im się ten strajk, ale nie rozumieli, że tu się dzieją rzeczy dziwne. Pierwsze pytanie, jakie zadano mi wtedy w zachodniej prasie, było takie: “co wy wyprawiacie? Bieda, głód, a wy strajki robicie”? A ja odpowiadałem (pamiętacie?): “Chcemy budować drugą Japonię”. Co to było? Oni to zrozumieli, nasi się wyśmiewają do dziś. A ja powiedziałem: “Uważajcie, tu się zaczyna zmiana systemu”.

Co to była Solidarność? Próbowaliśmy po wojnie: lata 40 i 50, z bronią w ręku – Łupaszko to znak widzialny, przegraliśmy. Potem młodzieżą, studentami, robotnikami – przegraliśmy. Na zasadach prób i błędów doszliśmy do wniosku, że tylko razem może się udać. Tyle, że komuniści też o tym wiedzieli. Rozbijano wszelkie próby zorganizowania się społecznego i po ciuchu nam mówiono: “Czy nie widzicie, że tu jest 200 tysięcy żołnierzy sowieckich, którzy was pilnują? Czy nie widzicie, że naokoło Polski jest milion żołnierzy sowieckich i silosy z bronią nuklearną?

(…) “Żadnych szans nie macie. A co to za opozycja, co wy znaczycie?”Takim sposobem złamano ducha narodu i cały świat zresztą… Nikt nie wierzył, że możliwe jest w tych warunkach przewrócić komunizm.

Do końca zbliżała się druga tysiąclatka chrześcijaństwa. Wymodliśmy papieża Polaka. Żeby było jasne, to nie papież przewrócił komunizm, nie przesadzajmy.

Papież po roku od wyboru przyjechał do nas i zaprosił na modlitwę. Prawie cały naród brał udział w spotkaniach z Ojcem Świętym. I zobaczyliśmy, jak dużo nas jest – to nieprawda, że nas nie ma. Nawet zobaczyliśmy komunistów, policję polityczną (bo znaliśmy paru), że i oni nawet dołączyli się znak krzyża świętego robić, a my patrzymy – co oni wyprawiają? Przestaliśmy się bać, doszliśmy do wniosku, że “rzodkiewki tylko na wierzchu czerwone”, zobaczyliśmy, że jest nas dużo. Opozycja nie była duża, ale była w stanie przejąć te zorganizowanie i tę wiarę, i poprowadzić do boju. I tak przyszło zwycięstwo.

Ja do tego czasu, po przegranym 70 roku, wciąż zastanawiałem się jak zrewanżować się, jak zwyciężyć, szukałem chętnych do walki. Dziesięciu zwerbowałem przez dziesięć lat właściwie, a po roku od wyboru Ojca Świętego Polaka, było nas dziesięć milionów. Ani nie byliśmy mądrzejsi, ani nie mieliśmy więcej pieniędzy. A więc Ojciec Święty zorganizował nas do modlitwy, dał słowo, a my byliśmy w stanie słowo w ciało zamienić. (…)

 

Lech Wałęsa, podczas wprowadzenia do rozmów o Solidarności na nowe czasy, przedstawił główne - jego zdaniem wyzwania stojące przed Polską i światem ery globalizacji i technologizacji

Lech Wałęsa, podczas wprowadzenia do rozmów o Solidarności na nowe czasy, przedstawił główne – jego zdaniem wyzwania stojące przed Polską i światem ery globalizacji i technologizacji
fot. Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

 

Co to były Postulaty (21 postulatów – red.)? Nawet pan marszałek (Senatu RP Tomasz Grodzki – red.) mówił dziś o postulatach, a ja powiedziałem, żeby dobrze odczytywać czasy, w których przyszło nam żyć.(….) Co to były Postulaty? To było: “władzo komunistyczna, albo dasz nam trochę władzy, albo będziemy niegrzeczni”. I kiedy odzyskaliśmy wolność – upadają postulaty. Postulaty są zapisywane w programy partii politycznych. Nie ma ich.

Wybierajcie tak, żeby wszystkie postulaty były realizowane, ale nie mówicie, że coś nie jest zorganizowane.

Solidarność to był monopol, który zmierzył się z monopolem komunistycznym. Trzeba było zorganizować, po tych doświadczeniach, ile się da w Polsce ludzi, poprosić Europę (…), Stany, Kanadę i inne, a więc globalnie. To wystarczyło, byśmy pozbyli się tego systemu.

Rozwój techniczny cywilizacji wymagał i wymaga powiększania struktur i programów. Jak nasi pradziadowie wymyślili rowery i trochę technologii, to musieli dla tej technologii zorganizować się w państwa i kraje. I to trwało. Jak my wymyśliliśmy tyle “bajerów” (…) – nie mamy wyboru: żeby to chodziło, musimy powiększyć struktury i programy. Pierwsze zadanie nam się udało, rozbiliśmy stary ład, porządek, bloki, granice, a teraz musimy zbudować nowy porządek.

Ale każde państwo ma swoją drogę, swoją historię, a nawet religię. Popatrzcie na Europę.

Więc znaleźliśmy się po środku. Jedna epoka wielkich podziałów upadła, pojawiła się epoka intelektu, informacji i globalizacji, a my po środeczku. Ja nazwałem te “po środeczku” – epoka słowa, dyskusji, jak ten świat ma wyglądać.

 

Audytorium Europejskiego Centrum Solidarności, ostatni dzień obchodów 40-lecia Sierpnia`80, 31 sierpnia 2020 r.

Audytorium Europejskiego Centrum Solidarności, ostatni dzień obchodów 40-lecia Sierpnia`80, 31 sierpnia 2020 r.
fot. Dawid Linkowski/archiwum ECS

 

Wszystko, co było w tamtej epoce, wszystkie zorganizowania i programy musimy poprawić, one nie pasują do tych czasów. Dlatego stanęło przed nami (…) znalezienie rozwiązań na trzy duże tematy (problemy – red.).

Pierwszy temat: jaki fundament naszej budowli? Dziś jest pół na pół. Jedni chcą budować na wolnościach, wolnym rynku i prawie, idąc na skróty. A druga połowa mówi: “Nie, najważniejsze są wartości, dopiero wolny rynek i prawo”.

Nie możemy przeskoczyć tego podziału. Jeśli nam się już uda, dogadamy się co do fundamentów (taka malusieńka konstytucja), wtedy stanie przed nami drugi problem: a jaki system ekonomiczny? Nie komunizm przecież, który nigdzie się nie sprawdził, ale też nie kapitalizm obecny. Ten był pomyślany na kraje, na państwa, każdy dla siebie kombinował (…). Ktoś nazwał to wyścigiem szczurów między państwami i tak to wyglądało.

Tylko jak teraz skończymy z państwami – musimy mieć większe struktury, to koniec wyścigu szczurów. Zostaje gospodarka wolnorynkowa – tak, ale wszystko inne trzeba w dyskusji, porozumieniu pozmieniać.

I trzeci problem, jaki moim zdaniem stoi przed nami, to jest populizm, demagogia i oszustwa polityków. Ludzie dzisiaj chcą zmian, wybierają populistów i demagogów, bo oni mówią, że będą zmieniać. A jeszcze nie wydyskutowaliśmy tych zmian. Politycy nie zdążyli z propozycjami. Powstaje pytanie – czy nam się uda porozumieć? Znaleźć rozwiązania tych tematów? Czy jednak nie: zniszczymy naszą cywilizację?

Tak rozumiem naszą wspólną drogę – Solidarność. Ktoś zapyta, a dlaczego dziś nie ma solidarności? Jakie to proste… W tamtym czasie mieliśmy w całym świecie wspólny mianownik – komunizm i Związek Sowiecki. Liczniki mieliśmy różne, niektórzy kochali ten Związek Radziecki i komunizm, inni mniej, ale łączył nas właśnie komunizm i Związek. Jak rozbiliśmy komunizm i Związek Radziecki – koniec naszego fundamentu i się nic nie da zrobić. Bo liczniki są tak daleko różne (muszą być!), że coś takiego nie da się zrobić, chyba że ktoś wymyśli coś, co mogłoby odpowiadać tamtemu zjawisku.

(…) Głęboko wierzę, że jednak takie spotkania (….) będą służyć tym poszukiwaniom, że wydyskutujemy rozwiązania i one będą satysfakcjonujące.

Powiedzą o nas kiedyś: to było pokolenie, które nieprawdopodobnie zwyciężyło (finezyjnie, pokojowo), ale nie stanęło na tym, tylko po zburzeniu starego porządku, zaczęło budować nowy, porządniejszy. Bo nawet demokracja (…) wymaga zmian. A kto dziś wierzy w demokrację? (…) Miała wybierać najmądrzejszych, najuczciwszych, którym oddajemy nasze losy. Mieliśmy wszyscy pilnować, by tacy nas reprezentowali. Czy tak jest? Popatrzcie.

(…) Pan Bóg daje krzyż na miarę wielkości. Naszemu pokoleniu dał duży i ciężki, ale nic za duży. Musimy sobie z nim poradzić. Dziękuję za wysłuchanie.

Żródło: www.gdansk.pl