Resort oświaty zapewniał nas w sierpniu, że ograniczenia, jeżeli chodzi o metraż przeliczeniowy na przedszkolaka, zostaną zniesione. Tak się jednak nie stało. W dużej części samorządów będzie problem, bowiem nie dla wszystkich dzieci znajdą się miejsca w placówkach – mówi Anna Grygierek, Burmistrz Gminy Strumień, Współprzewodnicząca Zespołu ds. Edukacji, Kultury i Sportu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

1 września uczniowie rozpoczną naukę w trybie stacjonarnym. Czy szkoły są przygotowane do takiego funkcjonowania w czasie trwającej pandemii?

Anna Grygierek: Trudno jest przewidzieć, czym zakończy się powrót uczniów do stacjonarnego nauczania w szkołach i przedszkolach obecnej sytuacji epidemicznej w Polsce. Oczywiście samorządy, wspólnie z dyrektorami, robią wszystko, aby być gotowymi na każdy możliwy scenariusz nauki od 1 września 2020 r. Szkoda tylko, że resort edukacji nie uważał za stosowne współpracować z nami w tym zakresie; konsultować wytycznych, czy rozporządzeń. W efekcie otrzymaliśmy zestaw ogólnych  norm, a wiele z nich – jak chociażby związane z funkcjonowaniem przedszkoli – zostały nam przedstawione w ostatniej chwili…

…chodzi o tzw. normy powierzchniowe?

Tak. Pomimo zapewnień MEN, że te zostaną  zniesione tak się nie stało. Na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, a dokładnie 25 sierpnia, Główny Inspektor Sanitarny zakomunikował nam, że ograniczenia te pozostają, chociaż zredukowane do 1,5 m2 na dziecko. Już tego samego dnia zaczęły do nas spływać sygnały z gmin, że zmiana ta jest niewystarczająca, że nadal nie wszystkim dzieciom będziemy w stanie miejsce w przedszkolu zapewnić. Tego typu decyzje powinny zapadać wcześniej, a nie w ostatniej chwili. To wszystko są ważne informacje, przede wszystkim dla rodziców naszych najmłodszych mieszkańców.

Ograniczenia powierzchniowe oznaczają, że część dzieci może nie znaleźć miejsca w przedszkolach?

Dokładnie tak. Trzeba też pamiętać, że rekrutacja do przedszkoli już się odbyła, a w ministerialnych wytycznych brak jest wskazówek określających, które dzieci należy przyjmować do przedszkoli w pierwszej kolejności. Problem ten spadnie na samorządy i dyrektorów placówek, to oni bowiem będą musieli decydować, które dziecko przyjąć, a któremu miejsca odmówić. Obawiam się, że w efekcie limity metrażowe pozostaną martwymi przepisami. Dlatego też samorządy apelowały do Dariusza Piontkowskiego o zniesienie tych limitów, zwłaszcza, że wymuszenie na najmłodszych dzieciach zachowania tzw. dystansu społecznego jest niemożliwe.

Samorządy nie dostały też żądnych dodatkowych środków w ramach subwencji oświatowej na przeciwdziałanie COVID-19.

Z naszych wyliczeń wynika, że w 2020 r. na zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego uczniów i pracowników oświaty powinniśmy otrzymać dodatkowe 2 mld zł. Bez tych środków bardzo trudno będzie wprowadzić zalecane przez MEN rozgęszczenie, zwłaszcza w podstawówkach, do których po likwidacji gimnazjów chodzi więcej uczniów.

Problemem może być także znalezienie środków na zatrudnienie dodatkowych nauczycieli, czy wypłatę nadgodzin. Te wydatki z pewnością się pojawią wszędzie tam, gdzie szkoły będą musiały przejść na nauczanie hybrydowe, czy w sytuacji, w których nauczyciel będzie zmuszony odbyć kwarantannę.

– rozmawiał Michał Cyrankiewicz-Gortyński