Tekst: Kamil Stępniak

Czy osoby, które ostentacyjnie nie zakrywają nosa i ust, stoją ponad prawem, czy rzeczywiście nie ma prawnego obowiązku noszenia masek?

Problem braku umocowania prawnego zasłaniania nosa i ust sygnalizował rzecznik praw obywatelskich w piśmie do prezesa Rady Ministrów z 20 maja 2020 r. Że problem nie jest wymyślony, widać także w judykatach. Na przykład Sąd Rejonowy w Kościanie w postanowieniu z 8 czerwca 2020 r. (sygn. akt II w 71/20) odmówił wszczęcia postępowania w sprawie o ukaranie mężczyzny w związku ze załamaniem przez niego zakazu przemieszczania się i nakazu zakrywania nosa i ust. Rozstrzygnięcie to znalazło się niemal na sztandarach „antymaseczkowców”.

Argumentacja sądu (zgodna z linią przyjętą przez RPO) sprowadzała się przede wszystkim (choć to duże uproszczenie) do przekroczenia upoważnienia ustawowego do wydania rozporządzenia (w zakresie jego materii). Sąd podniósł także, że „przepisy porządkowe” o których mowa w art. 54 kodeksu wykroczeń (a na tej podstawie nakładane są kary) nie mogą dotykać materii praw podstawowych, a samo upoważnienie ma charakter blankietowy. Postanowienie to tchnęło ducha optymizmu w maseczkowych antagonistów. „Nie trzeba nosić maseczek. Sąd tak orzekł!” I tak właśnie – w mniemaniu wielu obywateli – wprowadzono w Polsce system prawa precedensowego. W rozmaitych zakątkach internetu można zaś wyczytać, że maseczek nie trzeba nosić, bo ten obowiązek „wprowadzono w rozporządzeniu, a te ludzi nie dotyczą” (sic!).

Problem istnieje i należy się zastanowić nad jego rozwiązaniem. I – obok próby dotarcia do świadomości społecznej – pamiętać o zasadach pewności, stabilności prawa oraz po prostu rzetelnej legislacji niezbędnych, by przepisy mogły być skutecznie egzekwowane przez organy państwa.

Z pełną treścią artykułu można zapoznać się na stronie internetowej www.gazetaprawna.pl