– Oczywiście wiele gmin i powiatów dostrzega potrzebę inwestowania w kadrę specjalistyczną i podejmuje już działania w tym zakresie. Jednak uważam, że ten obszar powinien też być systemowo rozwiązany i liczę, że to  w niedalekiej przyszłości się zmieni. Subwencja powinna być systematycznie zwiększana – mówi w drugiej rozmowie  dr hab. Prof. UAM Beata Jachimczak, pedagożka specjalna i była dyrektorka wydziału edukacji w Urzędzie Miasta Łodzi. Od wielu lat ekspertka ds. specjalnych potrzeb edukacyjnych i edukacji włączającej.

 

W ramach edukacji włączającej mają powstać Specjalistyczne Centra Wspierania Edukacji Włączającej (SCWEW). Nauczyciele będą tam przechodzić szkolenia?

Prof. Beata Jachimczak: Zgadza się. Po wielu latach dyskusji i nieformalnej współpracy placówek specjalnych ze szkołami integracyjnymi czy ogólnodostępnymi podjęto działania zmierzające do wprowadzenia systemowego rozwiązania w tym zakresie. Według założeń projektu pilotażowego początkowo uruchomionych zostanie 16 centrów. Do końca kwietnia trwa nabór w ramach grantu „Pilotażowe wdrożenie modelu Specjalistycznych Centrów Wspierających Edukację Włączającą (SCWEW)” Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020, współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego. I z moich kontaktów ze środowiskiem placówek specjalnych podejrzewam, że będzie więcej chętnych niż miejsc. Zresztą nie jest to nic zaskakującego. Środowisko oświatowe od lat postuluje, żeby szkoły ogólnodostępne mogły znaleźć wsparcie w zakresie pracy z grupami zróżnicowanymi. I dostaną je między innymi w tych centrach, gdzie pedagodzy specjalni, psychologowie i inni specjaliści będą współpracować z nauczycielami. Pokażą im, w jaki sposób radzić sobie z wyzwaniami dydaktycznymi, wychowawczymi, terapeutycznymi.

Kto będzie pracować w tych centrach?

Między innymi specjaliści ze szkół specjalnych, którzy mogą wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie przy wsparciu nauczycieli z przedszkoli, szkół podstawowych i ponadpodstawowych ogólnodostępnych, które zechcą przystąpić do tej „sieci wsparcia”. To przy tych placówkach (specjalnych) powstaną wspomniane centra. Projekt pilotażowy potrwa dwa lata.

Czy jest kraj, na którym się wzorujecie?

Przy tworzeniu modelu SCWEW pracowało wielu ekspertów. Każdy z nich miał swoje własne doświadczenia zagraniczne. Ja zdecydowanie oparłam swoje wyobrażenia o centra, które wizytowałam w Izraelu. To mniejsze państwo, ale zadania w zakresie indywidualnych (specjalnych potrzeb uczniów) są bardzo podobne, jak w Polsce. I tu i tam istnieje potrzeba ciągłego dokształcania nauczycieli, współpracy z nimi nad tworzeniem indywidualnych programów terapeutycznych, dostrzeganiem (diagnozowaniem) problemów ucznia i szukaniem efektywnych sposobów ich rozwiązywania. Ale żeby nie szukać tak daleko, warto odnieść się do analiz przytoczonych w dokumencie pod nazwą „Standardy funkcjonowania poradni psychologiczno-pedagogicznych” z 2016 roku. Autorzy tego dokumentu wskazują  przykład Belgii (konkretnie w części flamandzkiej), gdzie podobnie do polskiego systemu wsparcia psychologiczno-pedagogicznego, funkcjonują  Centra Wspierania Uczniów – Pupil Guidance Centre (CLB). Każda szkoła współpracuje z takim Centrum. Są one jednak zdecydowanie bardziej interdyscyplinarne (oferując także profilaktykę medyczną i socjalną) niż nasze poradnie. SCWEW ma być właśnie taką bardziej interdyscyplinarną placówką ukierunkowaną na wsparcie procesów szkolnych zaspokajających potrzeby uczniów (w tym z  niepełnosprawnościami i innymi potrzebami specjalnymi). Założenia Modelu edukacji dla wszystkich są  takie, żeby w przyszłości tego typu ośrodek powstał w każdym powiecie.

A co z Poradniami Psychologiczno-Pedagogicznymi? One już istnieją w systemie edukacji.

Poradnie współpracują ze szkołami, jednak to również jest niewystarczające, jak wynika z wypowiedzi nauczycieli i rodziców. Wszystko to pokazuje, że bardzo ważnym elementem, a może nawet  najważniejszym ogniwem, powinni być specjaliści zatrudnieni na terenie szkoły. I właśnie przywoływany powyżej Model zakłada standaryzację etatów specjalistów w szkołach. Wskazuje się w nim na konieczność pojawienia się poza pedagogami, pedagogami specjalnymi (edukacji włączającej) także psychologów i logopedów. Takie rozwiązania są z powodzeniem stosowane chociażby w Hiszpanii czy Finlandii. W Finlandii pomocy wszystkim uczniom udzielają zatrudnieni w szkole nauczyciele – specjaliści w zakresie specjalnych potrzeb edukacyjnych (Special Needs Education Teacher) i wg mnie jest to kierunek, do którego powinniśmy dążyć również w naszych szkołach. Zadaniem takiego zespołu specjalistów byłaby pomoc w rozpoznawaniu i zaspokajaniu potrzeb edukacyjnych i emocjonalno-społecznych dzieci w ich najbliższym środowisku szkolnym.

To nie jest zbyt optymistyczna perspektywa? Już teraz jest problem ze specjalistami w szkołach i brakuje pieniędzy na ich zatrudnienie. Według danych ministerstwa w miastach przypada 0,73 etatu specjalisty na szkołę. Na wsi to 0,47.

Będąc akademikiem mam podstawy twierdzić, że uczelnie wyższe przygotowują dość duże grupy specjalistów z zakresu pomocy psychologicznej i pedagogicznej ( w tym z zakresu edukacji włączającej). Sądzę, że na rynku pracy jest jeszcze grupa „do zagospodarowania”, ale na ten moment samorządy nie mają odpowiednich środków na ich zatrudnienie. Oczywiście wiele gmin i powiatów dostrzega potrzebę inwestowania w kadrę specjalistyczną i podejmuje już działania w tym zakresie. Jednak uważam, że ten obszar powinien też być systemowo rozwiązany i liczę, że to  w niedalekiej przyszłości się zmieni. Subwencja powinna być systematycznie zwiększana ze szczególnym uwzględnieniem wsparcia uczniów z indywidualnymi potrzebami (w tym z niepełnosprawnościami). Tylko to zagwarantuje powodzenie edukacji włączającej. To warunek sine qua non.

Mieszkam niedaleko szkoły podstawowej liczącej ponad 1000 uczniów. Na stronie internetowej są dwa nazwiska przy pedagogu, jedno przy psychologu. To jeden specjalista na 330 uczniów.

Statystycznie podchodząc do sprawy – to tak. Zakładając jednak, że około 30% uczniów może charakteryzować się indywidualnymi (specjalnymi potrzebami edukacyjnymi) daje nam to około 300 uczniów, którzy potrzebują systemowego wsparcia w opisywanej szkole. Wówczas przelicznik się zmienia: jeden specjalista na 100 uczniów, co i tak jest sporym wyzwaniem. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na fakt, że przy tak dużej liczbie uczniów, znajdują się osoby z Zespołem Aspergera czy spektrum autyzmu albo z niepełnosprawnością sprzężoną, dla których zatrudnia się obligatoryjnie specjalistów współorganizujących kształcenie. Można przypuszczać, że w tej szkole pracują dodatkowo pedagodzy specjalni, o których nie wiemy, bo nie są wykazywani na stronie internetowej, ale są wsparciem dla całej rady pedagogicznej.

 

Nawet przy założeniu, że mniejszość uczniów będzie potrzebować pomocy to i tak wychodzi ponad setka na specjalistę. W jaki sposób wykonywana przez nich praca może być efektywna?

Założenie standaryzacji jest takie, żeby w szkołach był jeden specjalista na setkę uczniów. W szkole na pana osiedlu byłoby ich docelowo 10. I to już może dawać wymierne efekty. Zwłaszcza, że w praktyce specjalista będzie pracować z jednej strony indywidualnie z uczniem, ale także z całymi społecznościami klasowymi. Chociażby w trakcie warsztatów dotyczących budowania relacji w grupie czy rozumienia odmiennych potrzeb i zachowań ucznia. To moim zdaniem pozwoli tworzyć przestrzeń do inkluzji społecznej i uniwersalnego projektowania procesu dydaktycznego i wychowawczego. Jednak, aby szkoła mogła się zmieniać, w kierunku opisanym w „Modelu edukacji dla wszystkich” powinna jako organizacja zrozumieć proces zmiany oraz znaleźć wsparcie w środowisku zewnętrznym. Podpowiedzi dla szkół samorządowych opisuje między innymi Ewa Radanowicz w książce „W szkole wcale nie chodzi o szkołę”. A już niedługo ukaże się książka Marzeny Kędry „Cogito. Szkoła z własnym obliczem”, która odnosi się do doświadczeń autorki zarządzającej szkołą prowadzona przez inny podmiot niż samorząd. Polecam te publikacje organom prowadzącym i dyrektorom szkół.

W takim razie o co chodzi w szkole?

W każdej szkole chodzi o człowieka. Myśląc człowiek, myślę – uczeń, rodzic, nauczyciel, każdy pracownik. Od lat powtarzam, że najistotniejsze w szkole jest stworzenie przestrzeni na budowanie relacji z sobą samym i z innymi. Aby tak się mogło stać, trzeba w procesie kształcenia dbać o  kompetencje indywidualne, które są podstawą funkcjonowania człowieka. Szkoła ma być przestrzenią do nabywania przez każdego z nas umiejętności w zakresie: samoświadomości (adekwatna samoocena i wiara we własne możliwości), samoregulacji (umiejętność trzymania się zasad, odpowiedzialności, funkcjonowania w strukturach społecznych, przygotowanie do innowacyjności i kooperacji) oraz motywacji.

Rozumiem, że to dotyczy również uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Trudno jednak wyobrazić sobie realizację tych kompetencji w przepełnionych klasach i placówkach bez wind. I znów wraca problem z budżetem. Skąd wziąć pieniądze na przystosowanie szkół?

Windy od lat traktowane są jako „wyznacznik” dostępności, a przecież otwartość na grupy zróżnicowane to nie tylko złamanie barier architektonicznych; to przede wszystkim złamanie barier mentalnych. Po raz kolejny podkreślam, że nie spodziewam się nagłych przenosin w wielkiej liczbie uczniów ze szkół specjalnych do ogólnodostępnych. To będzie raczej proces zajmujący wiele lat. Szkoły będą zatem miały czas na dostosowania infrastrukturalne i faktyczne. Wspomniane windy to jeden z najdroższych elementów. Natomiast w przypadku pojawiających się uczniów z niepełnosprawnością ruchową można próbować też przenieść pracownie na jeden poziom. Jeśli nie będzie to możliwe, to w takiej sytuacji warto rozważyć montaż schodołazów, co jest tańszym i zajmującym mniej miejsca rozwiązaniem. Wszystko zależy od gotowości do rozwiązania problemu. Pieniądze są potrzebne i należy je uwzględniać w subwencjonowaniu i dotowaniu szkół, ale należy też pamiętać, że nie da się wszystkiego zrobić jednocześnie. Zaniedbania w tym zakresie są wieloletnie.

 

Rozmawiał Piotr Bera