– Jeśli uczeń wróci po wakacjach do szkoły z problemami, których nikt nie pomoże mu rozwiązać, bo najważniejsza będzie gonitwa za programem, to odbije się to w kolejnych latach – uważa Filip Jastrzębski, maturzysta z XXX LO im. ks. Jana Twardowskiego w Lublinie, Przewodniczący Młodzieżowej Rady Miasta Lublin, uczestnik wielu konsultacji i projektów dotyczących przyszłości edukacji, przyszły student politologii.

 

Ukończyłeś już liceum, a to oznacza koniec nauki zdalnej. Ulżyło Ci?

Zdecydowanie tak i wierzę, że powrócą zajęcia stacjonarne na uczelniach. Początki nauczania przez internet w szkole były w zeszłym roku trudne dla wszystkich. Nikt nie miał do czynienia z taką formą kształcenia, przez co poziom nauczania był niższy. Ale nie jest to wina nauczycieli i uczniów. Siedzi się w domu, nie ma kontaktu fizycznego z rówieśnikami. Motywacja do nauki i pracy spada.

Jak zmieniło się systemowe podejście do nauki od pierwszego lockdownu w marcu 2020 r., gdy COVID-19 nagle wpłynął na cały kraj, do jesieni ubiegłego roku, gdy było wiadomo, że pandemia nadal będzie trwać?

Na początku zapewniano nas, że nauka zdalna potrwa dwa tygodnie, później przedłużono ją o kolejny miesiąc, a finalnie wszyscy końcówkę roku spędzili w domu. Wydawałoby się, że po tych trzech miesiącach Ministerstwo Edukacji i Nauki wyciągnie lekcje. Tak się jednak nie stało. Szkoły ruszyły we wrześniu z nauką stacjonarną, ale miesiąc później znów je zamknięto. Jakoś to wyglądało tylko i wyłącznie dzięki pracy samych nauczycieli i samorządów, które wspierały lokalne szkoły. Przynajmniej u nas nie było problemów technicznych. Niestety MEiN poza kolejnymi przedłużeniami edukacji zdalnej nie zrobiło nic. Rząd nie wsparł szkół ani nauczycieli, których kompletnie nie przygotowano do pracy z wykorzystaniem nowych technologii.

Nauka zdalna opiera się tylko i wyłącznie na inwencji twórczej nauczyciela i podejściu ucznia?

Tak, ale należy podkreślić, że każdy uczeń pracuje w inny sposób. Jedni wykorzystali ten czas na samokształcenie i byli z tego powodu zadowoleni, bo sami sobie ustalili plan pracy.

A ty byłeś zadowolony?

Miałem więcej czasu na naukę, nie musiałem dojeżdżać na zajęcia, wdrożyłem swój tryb przygotowań do matury, ale fizyczny kontakt z nauczycielem jest bardzo ważny. Brakowało mi tego.

Tegoroczna matura pokaże, kto z uczniów naprawdę się uczył w domu, a kto zmarnował ten czas?

Aż tak daleko idących wniosków bym nie wyciągał. Nauczyciel jest zawsze potrzebny, nawet po drugiej stronie ekranu. Wysyła materiały do przygotowania, przecież uczniowie nie szukają sami próbnych testów i materiałów.

Ostatnie półtora roku to był szybki test z dojrzałości i samodyscypliny dla licealistów?

Oczywiście, przecież przez wiele miesięcy żaden nauczyciel nie stał fizycznie nad uczniem.

Boisz się tegorocznej matury? Nagle po miesiącach przerwy uczniowie wrócili do klas, żeby napisać najważniejszy egzamin. To może paraliżować.

Nie miałem z tym problemu, ze względu na częsty kontakt ze szkołą przy różnych pozanaukowych inicjatywach. Dlatego siadając w ławce było mi łatwiej, ale widziałem po kolegach i koleżankach, że było to dla nich stresujące. Większość pojawiła się w szkole tylko na próbnych maturach.

Zamiana ciepłego fotela w swoim pokoju na twarde krzesło przy ławce musiała być trudna.

Zgadza się. Zwłaszcza, że matura przebiega inaczej niż egzamin gimnazjalny. Wtedy każdy był przyzwyczajony do dużej auli i sali gimnastycznej, gdzie rozstawiono wiele ławek. Teraz kierowano po 10-15 uczniów do jednej sali lekcyjnej i przez to byliśmy rozsiani w całej szkole. Dobór do tych klas nie jest zharmonizowany. Na maturze próbnej przez 10 minut szukałem swojego nazwiska i sali, do której mnie przydzielono.

Nie podzielono Was alfabetycznie?

Nie i to było zaskakujące. W mojej szkole jest pięć klas maturalnych i rozdzielano nas na zasadzie: cztery osoby z klasy A, cztery z B itd. To było nielogiczne. Z naszych rozmów wynika, że tej technicznej strony matury obawialiśmy się najbardziej.

W Gdańsku zrobiono badanie na próbie 2 tys. uczniów i okazało się, że statystyczny uczeń utrzymuje kontakt i rozmawia poza lekcjami tylko z jedną, dwiema osobami z klasy. Wspominasz jednak, że rozmawiacie ze sobą. Widzisz wśród rówieśników tę izolację spowodowaną edukacją zdalną?

Wiadomo, że w czasie pandemii utrzymywało się kontakt głównie z osobami, z którymi i tak było się znacznie bliżej w szkole. Utworzyło się więcej grupek pięcioosobowych. Klasy jeszcze bardziej się podzieliły. Natomiast zauważam, że jak przychodzi do ważniejszej rzeczy, problemu klasowego czy szkolnego to wtedy wszyscy zaczynają się angażować i rozmawiać ze sobą na Messengerze.

Odczuwasz żal, że utraciłeś sporo młodości z powodu pandemii? Spotkań towarzyskich i studniówek już nikt nie przywróci.

Mój rocznik jest pokrzywdzony. Mieliśmy strajk nauczycieli i przerwę przy realizacji podstawy programowej. Gdy zaczęła się pandemia to ucierpiała nie tylko nauka, ale przede wszystkim kontakty. Gdy ktoś zaczął naukę w nowej szkole w czasie koronawirusa, to nawet nie poznał kolegów i koleżanek. Siedząc w domu na lekcji zdalnej nowych ludzi nie można poznać. Jest mi trochę przykro, że połowa mojego okresu licealnego, jednego z najbardziej żywiołowych, trafiła na pandemię. Zamiast imprezować i czerpać z tego okresu, to siedzimy w domu i nic poza tym nam nie zostało. Można utrzymywać kontakt jedynie z tymi, których poznaliśmy wcześniej. Zabrano nam nawet sporty zespołowe oraz inne aktywności pozaszkolne. Wielu moich znajomych musiało zmienić swoje pasje i zainteresowania.

Gdybyś miał we wrześniu wrócić do szkoły czego byś oczekiwał? Eksperci od edukacji podkreślają, że największym wyzwaniem będzie reintegracja uczniów w klasie.

Dużą aktywnością muszą wykazać się psychologowie i pedagodzy szkolni. Przecież uczniowie z rocznika, który rozpoczął naukę w nowej szkole nawet się nie znają. Byli w szkolnych murach zaledwie przez miesiąc, więc sam budynek też będzie dla nich nowością. Grupa się nie zna i może dojść do różnych sytuacji, bo nie potrafi ze sobą współpracować. Może zabrzmi to jak paradoks, ale warto porozmawiać z uczniami o tym, jak rozmawiać. Wszyscy są zamknięci w wirtualnej bańce, piszą do siebie, a nie rozmawiają, jak my przy tym wywiadzie. Dlatego młodzież po roku pisania do siebie krótkich wiadomości znów musi się nauczyć rozmawiać. Zwłaszcza dotyczy to uczniów, którzy ukończyli podstawówkę i przeskoczyli do liceum, gdzie zamknięto ich w domach. Życie licealne to zupełnie coś innego.

Jaka powinna być szkoła po pandemii?

Szkoła powinna być dla uczniów. Powinna być miejscem gdzie będą chcieli przyjść, a nie bać się tego, że ktoś ich z góry zasypie zaległym materiałem, bo nie przerobiono podstawy programowej. I tu pojawia się kwestia obecności pedagogów szkolnych, których często nie ma. Albo są to osoby wzięte z marszu bez większego doświadczenia. Podobnie jest na lekcjach wychowania do życia w rodzinie prowadzonych przez katechetów, którzy nie mają pojęcia o problemach dziecka. Jeśli uczeń wróci po wakacjach do szkoły z problemami, których nikt nie pomoże mu rozwiązać, bo najważniejsza będzie gonitwa za programem, to odbije się to w kolejnych latach. Uczeń musi się oswoić ze szkołą. Liczę, że MEiN przygotuje wytyczne i rozwiązania dotyczące podejścia do ucznia, a nie tylko realizowania materiału.

Czyli najpierw próba ponownego oswojenia się ze szkołą, a później nacisk na naukę? Bez odbudowy kontaktów społecznych przyjmowanie wiedzy będzie znacznie trudniejsze.

Od lat o tym mówię współpracując z różnymi szkołami i zajmując się edukacją. Wśród uczniów nie rozwija się kompetencji miękkich. Bez tego nie ma łatwości w nawiązywaniu relacji i codziennym użytkowaniu. Dlatego, jeśli chcemy, żeby uczniowie powrócili do normalności po półtora roku nauki zdalnej, trzeba z nimi rozmawiać. Wtedy nauka będzie łatwiejsza i przyjemniejsza.

 

Przecież szkoła działa na zasadzie „kija i marchewki”. Ciężko będzie to zmienić w kilka miesięcy.

To problem systemowy znany od lat. Miała być wielka reforma edukacji, która stała się „deformą” i przyniosła więcej szkód niż pożytku. Niestety w wielu przypadkach szkoła jest teraz „przeciwko” uczniowi. Nikt nie mówi o jego potrzebach, pasji i możliwościach ścieżki życiowej. W polskiej edukacji kluczowa jest podstawa programowa i przygotowanie matury. Mam nadzieję, że te półtora roku będzie zapalnikiem do rozmów o prawdziwej reformie. Zacznijmy mówić o tym, czego potrzebują uczniowie.

 

Minister edukacji Przemysław Czarnek widzi to inaczej. Jego zdaniem priorytetem w polityce oświatowej i roku szkolnym 2021/22 będzie wychowanie do życia w rodzinie.

Nie jestem fanem ministra Czarnka, który wprowadza więcej chaosu do edukacji. Ciągle mówi o kwestiach tradycyjnej rodziny i religii. Wspomina o maturze z religii. Cały czas atakuje mniejszości LGBT i osoby innego wyznania. To koło, w którym się zakręcił i nie ma innych pomysłów na usprawnienie edukacji. Gdyby minister Czarnek z takim entuzjazmem jak o religii mówił o potrzebach ucznia, to byłoby cudownie. Boję się, że edukacja systemowa będzie w przyszłości w jeszcze gorszym stanie niż jest teraz. Tylko i wyłącznie presja ze strony środowisk nauczycielskich i organizacji pozarządowych może doprowadzić do zmiany. Ale ostatnie sześć lat nauczyło mnie, że mimo chęci i tak rząd wszystko zrobi po swojemu.

 

Rozmawiał Piotr Bera